44. Międzynarodowy Festiwal Pianistów Jazzowych – finał – fotorelacja

Tomasz Stańko

Tomasz Stańko

Od samego początku kaliski festiwal prezentuje przemiany w polskiej i światowej muzyce jazzowej z perspektywy pianistów. To oni, najczęściej jako liderzy formacji lub cenieni sidemani, nadają ton kolejnym edycjom jednej z najstarszych jazzowych imprez w Polsce. Festiwal nr 44 skupiał artystów z różnych zakątków świata, ale – jak potwierdził Paweł Brodowski, dyrektor artystyczny – najmocniej zaznaczyli swą obecność polscy pianiści. W tym zacnym gronie znaleźli się nie tylko artyści od lat tworzący historię polskiej pianistyki jazzowej, jak Włodzimierz Nahorny czy Bogdan Hołownia, ale także młodzi instrumentaliści, tacy jak Mateusz Gawęda czy Kamil Piotrowicz, którzy dopiero przed chwilą skończyli albo jeszcze kontynuują edukację nie tylko na polskich uczelniach, a już proponują odważnie, a nawet bezkompromisowo, indywidualne spojrzenie na tradycję i poszerzenie definicji jazzu.

W 44. edycji Festiwalu wystąpiło w sumie ponad 40 muzyków, w tym 13 znakomitych pianistów z Polski, Austrii, Australii, Kuby i USA.

Finał Festiwalu w iście amerykańskim stylu zapewniło Trio Aarona Diehla. 32-letni pianista od ukończenia słynnej Julliard School związany z Nowym Jorkiem, jest twórczym kontynuatorem takich wirtuozów fortepianu jak Oscar Peterson czy Art Tatum. „Należy połączyć nitką wszystkich tych ludzi i uczynić z tego coś unikalnego. I ten ostatni etap jest największym wyzwaniem” – mówił Aaron Diehl. „Nie wierzę, że można zrobić cokolwiek dobrego bez świadomości tego, jak zmieniał się język wypowiedzi, którym posługiwali się ci wszyscy wielcy muzycy przed nami”.

Dorota Miskiewicz Piano.pl

Najmocniej swą obecność na festiwalu zaznaczyli polscy pianiści i to wszystkich pokoleń, choćby w projekcie Doroty Miśkiewicz „piano.pl”, który jest nie tylko wielkim hołdem złożonym polskiej pianistyce jazzowej, ale także polskiej piosence, a jednocześnie interesującą konfrontacją pianistycznych postaw improwizacyjnych i interpretacyjnych. „Każdy z pianistów musiał mieć swoją przestrzeń do improwizacji, bo to jest język jazzu” – potwierdziła wokalistka. „Dla mnie było to o tyle ciekawe, że każdy z tych pianistów sam aranżował dla mnie utwór. Ja tam dużo nie narzucałam, więc niektóre aranżacje były dla mnie zaskoczeniem. A ja lubię zaskoczenia”.

W tym roku w Kaliszu gościło dwóch polskich przedstawicieli brzmienia ECM – Maciej Obara ze świeżutką płytą „Unloved” i Tomasz Stańko wraz ze swym nowojorskim kwartetem i najnowszym albumem „December Avenue”. „Tak się tu świetnie łączy moja polska melancholia i osobista skłonność do liryzmu z amerykańskim, tym mainstreamowym, sposobem grania” – przyznał 75-letni trębacz. „Wyjątkowo dobrze się to klei – to jest fajne i frapujące”.

Tegoroczny program był na tyle zróżnicowany, że powinien był zadowolić wielopokoleniową i hołdującą rozmaitym stylom festiwalową widownię. „Dużo było w tej edycji tego nowego spojrzenia, awangardowego, trudnego w odbiorze i byłem – gdy koncerty ruszały – pełen obaw, jak sala zareaguje. Ale obserwowałem bardzo żywiołowe owacje…” – mówił Dariusz Grodziński, dyrektor CKiS w Kaliszu. „I to mnie bardzo cieszy, że ten festiwal jest bardzo świeży i odważny w formie, ale też dobrze przyjmowany”.

Aaron Diehl Trio (USA)

Aaron Diehl Trio (USA)

Obecność projektów awangardowych nie tylko poszerza definicję jazzu, ale też – wbrew malkontentom – potwierdza jego niezwykłą żywotność. „W ogóle nie wyobrażamy sobie współczesnej muzyki, współczesnej kultury bez jazzu. Jazz jest wszędzie, nie tylko na festiwalach jazzowych” – powiedział Paweł Brodowski, dyrektor artystyczny Festiwalu. „Ktoś mówi, że nie ma w telewizji. Jest wszędzie, w dżinglach, w filmie, na rozmaitych festiwalach, zmienił muzykę pop”.

Żegnając publiczność Paweł Brodowski zapowiedział, że przyszłoroczna edycja Festiwalu postara się m.in. uczcić 20. rocznicę śmierci nieco zapomnianego pioniera jazzu w Polsce – Andrzeja Trzaskowskego, który debiutował w „Melomanach” i jako jeden z pierwszych, już w latach 60., koncertował za oceanem.