Galeria w Hallu. Karolina Bazan „Indie i Nepal- Azja, która szokuje i zachwyca” – fotorelacja z wernisażu

Karolina Bazan, z zamiłowania podróżniczka i dziennikarka, na wystawie w „Galerii w Hallu” kaliskiego CKiS prezentuje skromną cząstkę swej dokumentacji fotograficznej z podróży do Indii i Nepalu. Prowadzi nas przez klimaty zupełnie innej kultury, pełnej kontrastów, barw, zapachów i smaków. Wystawę zatytułowaną „Azja, która szokuje i zachwyca” oglądać można do 19 sierpnia. 

Środowy wernisaż w CKiS zgromadził sporą grupę miłośników dalekich podróży i fotografowania. Spotkanie z autorką było okazją do zadania wielu pytań i poznania jej spojrzenia na życie krajach Azji Południowej. Tym, którzy nie dotarli na otwarcie, polecamy ekspozycję w „Galerii w Hallu” oraz krótki wywiad z Karoliną Bazan, który – już po radosnym wernisażu – przeprowadził Robert Kuciński.


Na wystawie znalazły się zdjęcia, będące pokłosiem dwóch Twoich podróży zrealizowanych w innym czasie.

Karolina Bazan: To zdjęcia trochę – jako to się mówi – wygrzebane z twardego dysku. Jedna podróż odbyła się w 2013 roku, druga – dwa lata później. Pierwsza do Indii była bardziej poznawcza, druga do Nepalu bardziej emocjonalna, bo też w tamtym momencie dużo się w moim życiu działo i przewartościowywało.

Daj nam zatem podstawową instrukcję „do obsługi” tej wystawy. Na co powinniśmy zwrócić uwagę, zatrzymani przez Twoje zdjęcia w biegu przez główny hall kaliskiego Centrum Kultury i Sztuki?

Od wejścia po prawej stronie znajdują się zdjęcia z podróży do Indii, poprzez które chciałam uwypuklić panujące w tym kraju kontrasty. Mam nadzieję, że to się udało, bo jestem fotografem intuicyjnym, emocjonalnym, chwytającym chwile. Bardzo lubię ludzi i to chyba widać na tych zdjęciach. Rejestrowałam ich emocje, codzienne czynności, życie na ulicy. Czasem, gdy poczułam ich skrępowanie, odchodziłam i nie upierałam się przy wykonaniu zdjęcia. Lewa strona korytarza to całkiem inna podróż, do Nepalu – boskiej krainy Himalajów.

Przy okazji prelekcji w Kaliszu znany reporter i dokumentalista, Jerzy Wierzbicki, opowiadając o Bliskim Wschodzie, zwrócił uwagę, że odwiedzając kraje o odmiennej kulturze, warto poznać obyczaje, bo wykonanie zdjęcia może się dla nas źle skończyć.

Wiedza jest ważna, ale jakoś większy nacisk kładę na czucie, a zatem wyczucie sytuacji. Nie znałam zasad, poza podstawowymi, że np. nie należy robić zdjęć w świątyniach hinduskich, ale były to miejsca, do których turyści w ogóle nie mieli wstępu. Co prawda znajomy Hindus zabrał mnie na nabożeństwo, ale kiedy zobaczyłam wiernych w transie, nie czułam się z tym dobrze i po 5-7 minutach opuściłam to miejsce. Czułam, że nie jestem na to przygotowana. Zaskakujących sytuacji było więcej, choćby wejście do Świątyni Szczurów, gdzie szczury przebiegają turystom po nogach. Jest ich tam kilka tysięcy czarnych osobników i dwa białe, których spotkanie oznacza wielkie szczęście.

Nie wiem, czy akurat ta opowieść zachęci kogoś do podróży, ale Twoje zdjęcia zdecydowanie mogą zrodzić podnietę do podjęcia takiej decyzji. Czy Tobie trudno było wyruszyć w tę pierwszą podróż?

Decyzja była trudna, ale dojrzewała we mnie od lat. Co najmniej od czasu liceum kochałam tematy etniczne, ale nie wiedziałam, skąd się to bierze i dokąd mnie zaprowadzi. Kilka lat temu w moim życiu pojawił się mężczyzna, który mnie zainspirował, przekonał, że warto spełniać marzenia. Zabrałam się do tego po swojemu, to znaczy przygotowałam nie mapę podróży, lecz Mapę Marzeń. Dopiero później każde marzenie zamieniałam w plan realizacji, który przewidywał w pierwszym etapie znalezienie środków na taką eskapadę. Odkładaliśmy pieniądze przez cały rok i… polecieliśmy.

Jeśli mówisz MY, to zapytam o córkę, Konstancję, która uczestniczyła w tej wyprawie. Jak ona przeżyła tę podróż?

Była ogromnie zainteresowana wszystkim, czego razem doświadczaliśmy, ale – jako osoba dojrzewająca – zmienia swój stosunek do świata i ludzi, więc w tej chwili mówi mi, że nie poleciałaby raz jeszcze do Indii. No cóż, ma do tego prawo. Jesteśmy jednak zgodne w wyborze kolejnego kierunku wspólnej podróży – to będzie Nowy Jork. Znowu czuję, że powinnam tam pojechać.

Wróćmy jednak do Azji. Gdybyś miała komuś polecić jedną z tych dwóch destynacji: Indie czy Nepal?

To jednak Nepal. Indie są takie żywiołowe, barwne i wszystko, owszem, jest tam gotowym kadrem fotograficznym, ale są też męczące, m.in. ze względu na bardzo materialne nastawienie względem turystów. Hindusi bywają nachalni, natrętni, zrobią wszystko, żeby zarobić. Na ulicy chaos i kakofonia klaksonów. Wróciłam autentycznie zmęczona i od razu pobiegłam do mojego ukochanego lasu w Szałem. A Nepal to kraina medytacji. Czuje się pozytywną energię mnichów, która unosi się w powietrzu i potęgę Himalajów. Czuje się boskość.

Zdjęcia: Karolina Bazan