Julia Kociuban – recital fortepianowy z okazji 209. rocznicy urodzin F. Chopina – relacja

Gdyby chcieć oddać całość recitalu Julii Kociuban jednym słowem, choć byłoby to niezwykłe uproszczenie tego barwnego wieczoru, to trzeba by przywołać „świadomość”.

W Antoninie, w Pałacu Książąt Radziwiłów, trzeciego marca nastąpiło spotkanie melomanów i miłośników twórczości Fryderyka Chopina z jedną z najznamienitszych przedstawicielek swojego pokolenia – Julią Kociuban. Wypełniony po brzegi, nasiąknięty historią obiekt, był świadkiem swoistego hołdu oddanego artyście z okazji jego urodzin. I choć świadomie, uczestnicy tego święta zdają sobie sprawę z zawiłości losu i trudności w ustaleniu prawdziwej i jedynej potwierdzonej daty urodzin Mistrza, to jednak symbolicznie przybyli świętować dwustudziewiątą już rocznicę!

Jeśli jednak znalazł się ktoś, komu umknął jakikolwiek fragment z życia, czy też twórczości Fryderyka Chopina, to niezastąpiona Krystyna Pietranek-Kulis, służyła jak zawszę pomocą i po raz kolejny udowodniła, że jest skarbnicą wiedzy wszelakiej o twórczości jubilata. Tak poprowadzonego koncertu, pozazdrościć mógłby Chopinowi nawet Mozart! Ranga jubilata zobowiązuje do oprawy najwyższej próby.

Świętowanie, jak przystało na wielkość artysty, musiało odbyć się na wysokim poziomie! Julia Kociuban rozpoczęła od „Rondo a la Mazur op. 5”, utworu, który pokazał, przywoływaną już wcześniej, świadomość twórcy i każe zastanowić się raz jeszcze nad jego geniuszem, zważywszy na wiek kompozytora w chwili tworzenia tego dzieła.

Następnie wybrzmiały dwa „Nokturny op. 62”. Cóż można by rzec o nich mądrzejszego, skoro o nokturnach Chopina napisano już praktycznie wszystko? Niech najlepszą ilustracją będą słowa Jana Ekierta, który pisał:

„…właściwa dla nokturnów nie jest dynamika i zmienność muzycznego przebiegu, lecz trwanie w szczególnym nastroju, przepełnionym oczekiwaniem lub uobecnioną przeszłością”.

Tak też stało się w Antoninie – wszyscy trwali w nastroju, budowanym umiejętnie przez pianistkę, przepełnionym uobecnioną przeszłością… kompozytora.

Ciąg dalszy nastąpił za sprawą „Andante Spianato & Wielki Polonez Es-dur op. 22”. Choć wielu uważa, że części tego utworu nie są do siebie przystające, a ich odmienność jest nazbyt wyraźna, to właśnie tutaj do głosu dochodzi, po raz wtóry, świadomość, starszego już wtedy, Fryderyka Chopina. Tylko dzięki niej, wielcy artyści potrafią przełamać bariery i wyrwać się z kieratu reguł i norm, by stworzyć coś niezapomnianego i nieoczywistego… a przecież o to chodzi w sztuce – by nas poruszyła, zaskakując nienachalnie.

Zwieńczeniem uroczystego koncertu miała być „Sonata h-moll op. 58”. Miała być i była! To dzieło to monument, z którym rzadko kto się mierzy. Zagrać ją w całości z okazji urodzin kompozytora, w miejscu tak z nim związanym i to bodajże po raz pierwszy w Antoninie właśnie, to zadanie karkołomne. Zagrać ją przed wymagającą publicznością, to zadanie, na które nie porywały się największe nazwiska goszczące w Pałacu. Zrobiła to dopiero Julia Kociuban. I jeśli po raz ostatni ma wybrzmieć słowo „świadomość”, to właśnie tu i teraz. Pianistka potwierdziła swoją klasę i kompletność artystyczną. Jej wykonanie było świadectwem kunsztu nie tylko technicznego, lecz także wielką lekcją ekspresji przy instrumencie, widocznego opanowania gestu, mimiki i jedności z dziełem, które wykonała brawurowo, nie tracąc przy tym charakterystycznej dla siebie lekkości. Napisać „artystka świadoma” to nic nie napisać.

Jeden z melomanów, już po koncercie, otrzymawszy autograf, podziękował Julii Kociuban za – jak to określił – „górniczą robotę podczas tej sonaty”. To była najsubtelniejsza szychta, podczas jakiej można było być w Antoninie. Kto na nią przybył, nie mógł być zawiedziony!

Artystka uraczyła nas jeszcze klasycznym bisem, co zważywszy na ogromny wysiłek podczas koncertu, uznać należy za ogromny wyraz szacunku w stronę publiczności.

Nastał już wieczór, pogoda za oknami Pałacu zmieniła się w delikatnie melancholijną, lecz opuszczając gościnny Antonin, wszyscy mieli świadomość obcowania ze wspaniałą artystką i wielkim kompozytorem, którego urodziny świętowali najpełniej, jak tylko można było, świętowali zimowe narodziny Mistrza… choć tego uroczystego wieczoru, zima była tylko w kalendarzu – na sali, na jednym z krzeseł, siedziała już wiosna…


Aktualizacja

Emocje po sobotnim recitalu jeszcze nie opadły, a Julia Kociubanma dla Państwa kilka słów od siebie…

Pamiętaj, następnych wydarzeń nie możesz już przegapić . Zobacz co dla Ciebie przygotowaliśmy.