Polski Teatr Tańca – spektakl „Wesele. Poprawiny” – fotorelacja

Jeśli suto zakrapiane „Wesele” może ściągnąć maski z twarzy wielu jego uczestnikom, to poprawiny są już całkowitym obnażeniem prawdziwej człowieczej natury. Spektakl Polskiego Teatru Tańca w wyjątkowo udany sposób kreśli diagnozę polskiego społeczeństwa, pokazując żywotność myśli Stanisława Wyspiańskiego.

„Wesele” Stanisława Wyspiańskiego od lat jest lakmusowym papierkiem społecznych nastrojów. Kolejni reżyserzy sięgają po dramat czwartego polskiego wieszcza, by zaznaczyć, podkreślić, ocenić, przestrzec, „uderzyć w dzwon”, itd. Ba, były momenty, w którym inscenizacji tego wywrotowego tekstu zabraniano. Tego wszystkiego zresztą można się dowiedzieć ze spektaklu Polskiego Teatru  Tańca, bowiem tancerze przypominają wszystkie głośne teatralne realizacje, od premierowej w Teatrze Miejskim w Krakowie w 1901 roku po „stypę” Jana Klaty w Narodowym Starym Teatrze, również w Krakowie. Na kostiumach tancerzy widnieją zdjęcia aktorów, którzy zagrali w słynnej filmowej adaptacji Andrzeja Wajdy.

Iwona Pasińska, kształtując od 2016 roku, repertuar PTT programowo wybiera spektakle, które czerpią z rodzimych tradycji i wartości, ale chce rozmawiać z publicznością o problemach współczesnego człowieka. Recenzenci mówią o spektaklu Baletu Poznańskiego, że to Wyspiański po „Weselu” Smarzowskiego, choć jednocześnie – jak powiedziała mi z kolej sama dyrektor i choreograf – po „Weselu” Libery w teatrze bydgoskim, przy którym Pasińska również pracowała. Tamten spektakl był dość wierny słowu Wyspiańskiego, a także wpisanemu weń folklorowi, np. poprzez przygotowanie tańców na 2/4. Poznański jest w sensie ideowym pójściem o krok dalej, a w sensie ruchowym w inne metrum.

Marcinowi Liberowi początkowo zaproponowano realizację „Dziadów” Mickiewicza, ale sam poprosił Iwonę Pasińską, by jeszcze raz mógł zmierzyć się z dramatem Wyspiańskiego. Odszedł jednak od interpretacji samego tekstu „Wesela” i przygotował „Poprawiny”, które – pewnie takie było założenie – obnażają bohaterów wesela w jeszcze większej mierze. Na przyjęciu poweselnym spadają maski, kruszeją formy, a w wymiarze choreograficznym pojawiają się tańce na ¾. Pasińska czerpała zatem z kujawiaka, oberka i poloneza, przebiegając od formy plebejskiej do szlacheckiej.
To dla tancerzy PTT – w mojej ocenie – niezwykle trudne przedsięwzięcie, wymagające nie tylko tanecznych i akrobatycznych umiejętności oraz swobody improwizacyjnej, ale także solidnego warsztatu aktorskiego. W „Weselu. Poprawinach” dużo się mówi, krzyczy, śpiewa. I to z użyciem mikrofonu, który z łatwością obnaży każdy fałsz.

W spektaklu biorą udział również amatorzy, w tym spora grupa seniorów, z którymi Iwona Pasińska współpracuje od 2010 roku. „To efekt mojej fascynacji ciałem dojrzałym, ciałem, w którym można wyczytać tak wiele historii, znaleźć tak wiele natchnienia i uchwycić wiele ważnych spraw. Kiedy zostałam dyrektorem PTT, wiedziałam, że nie mogę zostawić tych ludzi. Szukałam projektów, w których mogliby seniorzy uczestniczyć i prosiłam też reżysera, aby ich uwzględnił. Jemu ten pomysł bardzo się spodobał, więc mamy seniorów w roli weselników, którzy swoją obecnością zaznaczają, że tak było i tak jest”.

W kaliskim przedstawieniu wystąpiła spora grupa kaliszanek oraz panie z Liskowa. Trzon miejscowej obsady „Wesela…” stanowiły studentki Uniwersytetu Trzeciego Wieku oraz członkinie kaliskiego klubu „Amazonek”.  „Na zaproszenie teatru w pierwszym momencie zareagowałyśmy z niepokojem, by nie rzec ze strachem, ale chęć zagrania w spektaklu była silniejsza” – przyznała jedna z nich. „Panie są bardzo skromne, ale kilka z nich zawsze ochoczo reaguje na udział w przedsięwzięciach artystycznych, bo taniec uwielbia większość z nich” – zdradziła Barbara Wrzesińska, szefowa kaliskich Amazonek. „Jednak trzeba przyznać, że jest to zupełnie nowe doświadczenie, bo bierzemy udział w profesjonalnym widowisku, obok zawodowych tancerzy. Podobno dobrze się spisujemy” – dodała z uśmiechem pani Barbara. „Próby były intensywne, a podczas nich zajmowałyśmy się zarówno ruchem, jak i śpiewem. Dostałyśmy wskazówki, że mamy się czuć swobodnie, jak na prawdziwym weselu. Atmosfera pracy była bardzo przyjemna” – powiedziała jedna z pań. „Tak, było wesoło, ale trzeba pamiętać, że wydźwięk tego spektaklu – nawiązującego do SZTUKI Wyspiańskiego – jest bardzo smutny” – zaznaczyła inna z kaliskich uczestniczek poznańskiego spektaklu.

„Wesele. Poprawiny” budzi rozmaite reakcje. Bywa, że część widzów wychodzi nie akceptując weselno-poprawinowej  przaśności, choć przecież są jej świadkami podczas wielu imprez weselnych. Chyba jest tak, że do niektórych zachowań po prostu nie chcemy się przyznać. „Częściej jednak oglądający przychodzą do nas po przedstawieniu, potwierdzając, że to są ich historie, to jest ich życie. Mówią: tak było przed wojną i po wojnie, tak jest teraz” – powiedziała mi Iwona Pasińska. „A to Polska właśnie” – trzeba przyznać – brzmi w spektaklu Polskiego Teatru Tańca wyjątkowo dosadnie i dobitnie.