„Licorice Pizza” to najnowszy film wybitnego Paula Thomasa Andersona, reżysera takich produkcji jak „Nić widmo”, „Boogie Nights” czy „Mistrz”. Tytuł nawiązuje do nazwy słynnej sieci sklepów z płytami winylowymi. Historia toczy się na początku lat siedemdziesiątych, w dobie wolności, eklektycznej mody i rewolucyjnej muzyki. Ukazane z ogromną czułością i sentymentem do epoki, szczenięce zauroczenie dorastających w Los Angeles Alany i Gary’ego rozwija się na tle pierwszych filmowych mega produkcji w Fabryce Snów i wielkich przemian kulturowych czasu wolnej miłości. Oprócz debiutujących Alany Haim i Coopera Hoffmana (syna nieodżałowanego Philipa Seymoura Hoffmana). Paul Thomas Anderson jest reżyserem wyjątkowym, uważanym za jednego z najbardziej przenikliwych obserwatorów przemian amerykańskiego ducha, obyczajów i cywilizacji, a także godnego kontynuatora osiągnięć Roberta Altmana (z czego czyniono mu nawet pewien zarzut, zwłaszcza w przypadku „Magnolii” z doskonałą rolą Toma Cruise’a). Zaliczany jest do tych nielicznych amerykańskich filmowych autorów, którzy powracają w różnych wariantach do kluczowych tematów: żądzy (przede wszystkim żądzy władzy) i ceny sukcesu, dojmującej samotności związanej z drogą na szczyt czy dysfunkcyjnej rodziny. Pesymizm, skłonność do melancholijnej zadumy, a czasem żrącej ironii oraz dyskretny, lecz widoczny temperament moralisty to jego znaki firmowe. W dodatku Anderson jak mało kto potrafi mylić tropy, kręcąc filmy oryginalne w tonacji, wieloznaczne, zbijające z tropu, igrające błyskotliwie z oczekiwaniami i przyzwyczajeniami widza. Udowodnił to już w „Boogie Nights”, który wydawał się początkowo komedią o rozkwicie przemysłu porno w latach 70., by zamienić się w tragedię. Anderson lubi wielowątkową kompozycję, stosuje skomplikowane, efektowne jazdy kamery i długie ujęcia. Uwagę zwracały zawsze sceny finałowe jego filmów, często zaskakujące i wręcz szokujące, łamiące śmiało na pozór realistyczne ramy snutych przez niego opowieści. Najbardziej widoczne było to w „Lewym sercowym”, ale także w „Aż poleje się krew”. W 2017 zadziwił publiczność i krytyków niezwykłym studium psychologicznym o paradoksach uczuć, utrzymanym w stylu „gothic”, z wybitną rolą Daniela Day-Lewisa („Nić widmo”). Akcję filmu osadził wyjątkowo w realiach angielskich, a nie w swych ulubionych kalifornijskich. Anderson znany jest też z przywiązania do współpracowników, w tym aktorów, z którymi zwykł pracować po wielekroć.

Kup bilet online

Kup bilet online