8. Fingerstyle Feeling Festival – festiwal gitary akustycznej – fotorelacja

Już po raz ósmy do kaliskiego CKiS zjechali fani gitary akustycznej. W sobotę, w ciągu kilkunastu intensywnych godzin, odbył się konkurs dla młodych adeptów sztuki fingerstyle oraz występy gwiazd z Polski, USA i Kanady. Poziom artystyczny imprezy oraz jej wyjątkową atmosferę chwalili zarówno muzycy, jak i słuchacze. 

Fingerstyle Feeling Festival wystartował w samo południe, a rozpoczęły go konkursowe zmagania 13 młodych pasjonatów gry na gitarze akustycznej. W skład jury weszli: pomysłodawca i szef artystyczny imprezy, Michał Szczęsny oraz gwiazdy tegorocznej edycji FFF: Piotr Szumlas, Don Ross oraz Grayson Erhard. Miejsca II i III zajęli Paweł Wicherek i Olivia Łęc, natomiast wyróżnienie trafiło do najmłodszego uczestnika – Radosława Preislera. Największym triumfatorem konkursu okazał się goszczący po raz pierwszy w Kaliszu Przemysław Przywara z Robczyc. Gra na gitarze od 12. roku życia i ukończył oba stopnie szkoły muzycznej. Jak powiedział, gitarę klasyczną zaliczył, bo wymagała tego szkoła, ale zawsze kochał gitarę elektryczną. Do czasu, aż odkrył – już jako dorosły człowiek – gitarę akustyczną i… fingerstyle. Podczas sobotniego wystepu urzekł, i widzów i jurorów, coverem „Fly Me to the Moon”, standardu muzyki popularnej i jazzowej skomponowanym w 1954 roku przez Barta Howarda. Dla utworu wykonywanego przez wielu artystów, m.in. Brendę Lee, Nat King Cole’a i Franka Sinatrę, a także przez Dianę Krall czy Oscara Petersona, odnalazł ciekawą aranżacyjnie wersję. „Kompozycja sama w sobie piękna, a aranżacja chyba była niezła, przemyślana, w sumie moja, ale inspirowana tym, co zrobił Emil Ernebro, również gitarzysta fingerstyle” – powiedział nam Przemek.

Przemysław Przywara

Przemysław Przywara

Wygrana w konkursie jest potwierdzeniem wybranej drogi muzycznej – Przywara w tej chwili inwestuje w siebie jako wykonawcę fingerstyle, ale jednocześnie popularyzuje tę technikę wśród młodych gitarzystów, między innymi skupionych w prowadzonej przez niego szkole Music Team. Jako artysta jest zwolennikiem – jak na razie – eksponowania dźwięku samej gitary, bez skomplikowanej elektronicznej nadbudowy, choć podoba mu się – jak przyznał – idea poszerzenia instrumentarium poprzez dołożenie na przykład elementów perkusyjnych do stóp. „Już próbowałem, to nie jest łatwe, ale brzmi bardzo ciekawie, zwłaszcza w repertuarze popularnym, np. w coverach przebojów Rihanny, która posługuje się prostym rytmem”. Przemysław Przywara na razie nie komponuje, ale lubi zaskakiwać słuchaczy w obszarze aranżacji, zwłaszcza biorąc na warsztat  utwory, które nie są  wyborem tak oczywistym.

Wieczorną część koncertu rozpoczęto od ogłoszenia werdyktu i wręczenia nagród. „Jury miało naprawdę nie lada problem, ponieważ poziom konkursu jeszcze nigdy nie był tak wysoki. Także młodzi gitarzyści wykazali się niezwykłą dojrzałością i doskonałą techniką” – podsumował konkursową część Dariusz Grodziński, dyrektor Centrum Kultury i Sztuki, gratulując laureatom i zapraszając wraz z Michałem Szczęsnym na występy gwiazd FFF 2018.

Piotr Szumlas, gitarzysta z Krakowa, opuścił chyba tylko jedną edycję kaliskiego Festiwalu, bo uważa że to świetna impreza. Pięć lat temu został laureatem konkursu i z powodzeniem rozwija solową karierę. Zajmuje się przede wszystkim grą na gitarze, ale działalność koncertową dzieli z edukacyjną. Pierwszą płytę, będącą zbiorem jedenastu autorskich kompozycji, wydał w sierpniu 2016 roku. „To co komponuję bazuje na moich życiowych doświadczeniach. Nawet tytuły poszczególnych utworów nawiązują do konkretnych zdarzeń z mojego życia. Mam wrażenie pełnej synergii pomiędzy tym, co dzieje się wokół mnie, a tym, co tworzę, co wychodzi spod moich palców” – powiedział nam Piotr. „Krążek In my place to 10 lat mojego życia, muzykowania i podróżowania – od gitary klastycznej do akustycznej, choć całość zdecydowanie utrzymana jest w stylistyce fingerstyle”.

Kanadyjczyk Don Ross przyjechał po raz pierwszy nie tylko do Kalisza, ale także do Polski. „Owszem, byłem kiedyś przez chwilę na lotnisku w Warszawie, ale leciałem do Moskwy. Cały czas poruszałem się blisko granicy, np. w Niemczech, ale wciąż się nie składało na przyjazd do Polski, bo mój europejski agent najprawdopodobniej wciąż bardziej myślał o Zachodzie” – opowiadał Ross. „Na tę wizytę przygotowałem się gruntownie, przeczytawszy nie tylko dużo o pięknej i dramatycznej historii Polski, ale także o powstaniu Kalisza, więc wiedziałem, że przybywam do miejsca o pięknych tradycjach” – dodał, chwaląc się znajomością wielu ciekawostek z historii najstarszego polskiego miasta.

Ross długo dorastał do fingerstyle’a, choć początkowo nie zdawał sobie z tego sprawy. Wynikło to poniekąd z chęci grania melodii ulubionych piosenek na gitarze. Nie myślał o stylu, tylko o muzyce, która mu się wtedy podobała. Ponadto w domu stało pianino, które także pokochał, ale to gitara zwyciężyła, bo można ją było wszędzie ze sobą zabrać. „Gitara dla mnie jest jak orkiestra, którą możesz ze sobą wozić” – mówił ze śmiechem Don. „Czerpię inspirację z wielu obszarów, więc na często zadawane pytanie, jak nazwać mój indywidualny styl, odpowiedziałem kiedyś żartem: heavy wood. I tak już zostało, ale to głupi żart. No tak, bo to nie jest muzyka folkowa, choć są tam folkowe elementy, to jest muzyka improwizowana, ale to nie jest jazz, ma w sobie dużo energii, ale to nie jest rock’and’roll” – tłumaczył Don Ross.

Świetnie radzi sobie w one-man-show, co potwierdził występem w Kaliszu, ale uwielbia – jak potwierdził w wywiadzie – współpracę z innymi muzykami. „Jedno jest trudne – kiedy uprawia się nietypową muzykę – zabrać band w trasę. To możliwe, ale bardzo drogie”. Latem Don Ross grywa zatem ze swoim kwartetem na festiwalach, zwłaszcza jazzowych i angażuje się jednocześnie w wiele innych projektów. Na listopad szykuje koncert wielu swoich kompozycji z orkiestrą kameralną, więc przed nim gigantyczna praca nad nowymi aranżacjami.

Dla Graysona Erharda ze Stanów Zjednoczonych przyjazd do Kalisza był nie tylko pierwszą podróżą do Polski, ale nawet do Europy. „Jestem pod wielkim wrażeniem Warszawy, a przede wszystkim Wrocławia, bo nigdy nie widziałem tak urokliwego centrum miasta” – powiedział już na początku rozmowy. „Żałuję, że dojechałem do Kalisza taki zmęczony, bo tak naprawdę mogłem zwiedzić jedynie piękny park położony obok Centrum Kultury i Sztuki. Jest rzeczywiście wyjątkowy”.

Erhard ma zaledwie 26 lat, ale już spore doświadczenie sceniczne. Jego ojciec był mandolinistą w zespole uprawiającym bluegrass country, ale grywał także na gitarze, i to całkiem nieźle. „Zawsze grał i śpiewał mi w drodze do szkoły przebój grupy Boston More than a Feeling, zresztą ciągle śpiewał. Zawsze myślałem, że gitara jest najbardziej cool. A ponieważ chwytałem raz po raz gitarę ojca, więc w wieku 8 lat zacząłem naukę i rok później dostałem swój pierwszy instrument. Gitara stała się moją obsesją. Najpierw grałem rocka, punk rocka i starałem się być najfajniejszym chłopakiem w szkolnej grupie muzycznej, ale zmieniłem się w czasie studiów i – trochę za namową przyjaciół – wystartowałem z projektem solowym, tym bardziej że poczułem, iż używając głosu i gitary akustycznej jestem w stanie zaoferować światu coś nowego. Liczba fanów jedynie utwierdziła mnie w tym wyborze” – opowiadał mi Grayson.

Co najważniejsze Erhard urzeka słuchaczy nie tylko pięknymi dźwiękami gitary i charyzmatycznym głosem, ale także tekstami o ważnych rzeczach, tworząc komentarz do obserwowanych wydarzeń. „Nie chcę być skupiony na sobie i uprawiać twórczości introwertycznej, ale też nie pragnę osądzać świat. Wolę raczej opowiadać o problemach dnia codziennego z własnej perspektywy” – przyznał młody gitarzysta. Generalnie jest multiinstrumentalistą, więc grywa jak tata na mandolinie, czasami udziela się jako gitarzysta w grupie rockowej, ale to wszystko – podkreślił z uśmiechem – jest nudne w porównaniu z gitarą akustyczną.

Szumlas-Ross-Erhard – to trzy osobowości muzyczne, które wyczarowały dla fanów muzyki gitarowej z całej Polski niezwykły nastrój. Dzięki nim był to wieczór, który pozwolił zatrzymać się w pędzie donikąd, zatopić w niezwykłych dźwiękach i rytmach oraz wsłuchać w opowieści o tym, co w życiu najważniejsze. Dla instrumentalistów kilku pokoleń, którzy przyjechali do Kalisza na Fingerstyle Feeling Festival impreza była także wyjątkową okazją wymiany doświadczeń. Wystarczyło stanąć w hallu w przerwie między koncertami, by dowiedzieć się wszystkiego na temat ułożenia placów, ruchów nadgarstka, sposobów tłumienia dźwięku bądź wręcz przeciwnie poszerzania jego emisji. Żadnych tajemnic, pełna współpraca, jedna miłość – gitara.

Kuciński, zdj, autor i Lerachef Studio.