AKADEMIA GITARY – koncert Krzysztof Pełech & Robert Horna Duo – fotorelacja

Niezwykłym przeżyciem dla melomanów był także piątkowy koncert duetu Krzysztof Pełech & Robert Horna, który odbył się na dużej scenie Centrum Kultury i Sztuki. Jego muzyka to kombinacja oryginalnych aranżacji w stylu samby, bossa-nowy, tanga oraz improwizowanych smooth-jazzowych klimatów. W programie duetu znajdują się między innymi znane kompozycje Pata Metheny’ego, Ralpha Townera, Keitha Jarretta, Astora Piazzolli, Stanleya Myersa, Isaaca Albeniza, Francisco Tarregi, a także oryginalne aranżacje utworów Celso Machado i Azizy Mustafy Zadeh. Panowie należą do czołówki polskich gitarzystów klasycznych i prowadzą niezwykle aktywne życie koncertowe, w którym nie brakuje zarówno doświadczeń solowych, jak i współpracy ze znakomitymi orkiestrami, wielu nagrań płytowych i projektów z udziałem najwybitniejszych muzyków z innych krajów. Ich występ w Kaliszu fani gitary nagrodzili gorącymi brawami, a tuż po jego zakończeniu ustawili się w kolejce, by kupić jedną z płyt, zdobyć autograf i zrobić sobie zdjęcie z wirtuozami. Nam udało się także przeprowadzić krótki wywiad.

Jak Panowie wolą: razem czy osobno?

Robert Horna: Razem (śmiech).

Krzysztof Pełech: Bo łatwiej. Odpowiem prowokacyjnie, że przyjemniej. I raźniej.

RH: A dla publiczności na pewno atrakcyjniej.

KP: Obaj, oczywiście, funkcjonujemy jako soliści i gramy recitale. To jest zupełnie inna sytuacja, gdy samemu na scenie trzeba wypełnić ponad godzinny koncert. To jest ogromny wysiłek, który wymaga przygotowań kondycyjnych. W duecie to się rozkłada wręcz po połowie.

A czy to nie jest taka uprzejma, zachowawcza odpowiedź udzielona w obecności estradowego partnera? Przecież w występie solowym, choć bierze się odpowiedzialność za efekt końcowy, to jednak samemu dyktuje się warunki. Duet wymaga uwspólnienia rytmu i brzmienia.

KP: Gramy razem od wielu lat, co daje nam rodzaj komfortu podczas wspólnego występu. Uczymy się od siebie nawzajem.

RH: Każdy z osobna wie, na co stać zespół. Pan powiedział, że solista ponosi odpowiedzialność za swój występ, a my – każdy z osobna – bierzemy odpowiedzialność za zespół.

Czy to, co dziś usłyszeliśmy, to jest właśnie to, co Panom w duszy gra? A może było parę ukłonów w stronę publiczności?

KP: Zdecydowanie to, co nam w duszy gra. Ukochana muzyka hiszpańska, latynoamerykańska i możliwość improwizowania. Oczywiście, myślimy o odbiorcach, ale priorytetem są nasze własne preferencje, nasz muzyczny gust. Szukamy tych utworów, sięgamy także po te, które w oryginale nie zostały napisane na gitarę lub dwie gitary. Razem tworzymy zupełnie nowe utwory.

RH: Jesteśmy posiadaczami oryginalnych kompozycji, których nie ma żaden inny klasyczny duet gitarowy, co jest dodatkową satysfakcją.

KP: Gdy przygotowujemy nowy repertuar, wierzymy, że te nowe utwory spodobają się słuchaczom.

Panów recital jest częścią sporych rozmiarów festiwalu, którego główną bohaterką jest gitara. Proszę powiedzieć, jaka jest kondycja tego instrumentu w naszym kraju? Czy gitara radzi sobie zupełnie dobrze czy też wymaga specjalnych zabiegów promocyjnych?

RH: Gitara klasyczna jest w Polsce niezwykle popularna i poziom muzyków jest bardzo wysoki, również w porównaniu ze standardami europejskimi czy światowymi. Wielu młodych gitarzystów, którzy wyjeżdżają na prestiżowe konkursy za granicę, przywozi najwyższe nagrody.

KP: Mamy świetnych młodych gitarzystów, bardzo dobrze wykształconą kadrę nauczycieli. Możemy być dumni z tego, co się dzieje w naszym gitarowym świecie. Gitara jest jednak instrumentem niedocenionym przez media, a publiczność wymaga edukacji. Ten instrument rzadko gości zarówno w mediach publicznych, jak i prywatnych. Odzew publiczności na koncertach jest znakomity, więc cisza w mediach jest tu dysonansem. Może to nie jest łatwa, komercyjna muzyka. Nie ma tu piosenek, które już słyszeliśmy, niektóre tematy może tak (Libertango Piazzolli, Cavatina z Łowcy Jeleni), ale generalnie rzecz biorąc gramy ładne melodie, ciekawie zaaranżowane, z dużą ilością interesującej harmonii, zaskakujących rytmów. Wydaje nam się, że wibracje, które unoszą się w powietrzu, dobrze działają na organizmy ludzkie.

Tak, potwierdzam, to balsam dla uszu, serca i duszy.

KP: Na pewno jest to propozycja dla ludzi, którzy mają podwyższony próg wrażliwości, tradycje słuchania dobrej muzyki. Jeśli ktoś na co dzień słucha utworów, których ja nie nazywam muzyką, to trudniej mu będzie docenić niuanse znajdujące się w naszych aranżacjach.

Mają Panowie chyba rację, że media czy kreatorzy muzycznych eventów Was nie wspierają, ale w powszechnym rozumieniu chyba nadal dziewczyny podśpiewują „chłopak z gitarą byłby dla mnie parą”.

KP(śmiech) My też nie unikamy kompromisów. Dość często sięgamy po utwory lżejsze, tak jak wpleciony temat Stinga La Belle Dame Sans Regrets, by zaprosić słuchaczy do naszego świata i zaoferować coś jeszcze ambitniejszego. Jazz przecież nie jest też muzyką łatwą i trzeba być osłuchanym, by czerpać z niego radość i cieszyć się kwiecistymi improwizacjami.

Rozmawiał: Robert Kuciński, zdj. autor, CKiS i Lerachef Studio