Fotoplastikon. Kiedy Kalisz stał browarami – trunkowe tradycje miasta – fotorelacja

To nie było spotkanie administracyjnych służb do spraw profilaktyki społecznej ani nawet zajęcia grupy Anonimowych Alkoholików, lecz popularno-naukowy wykład, w którym Maciej Błachowicz przedstawił historię produkcji alkoholi w grodzie nad Prosną. Parę uwag na temat spożycia piwa, wina i wódki też się znalazło. „Trunkowe tradycje miasta” były kolejnym, tyleż ważnym, co ciekawym, tematem poruszanym w ramach popularnego cyklu „Fotoplastikon. Kalisz na zdjęciach z XIX i XX wieku”, który w wybrane niedzielne popołudnia odbywa się w Sali Studio Centrum Kultury i Sztuki. 

Przed wiekami w Kaliszu powstawały w zasadzie wszystkie rodzaje alkoholi, a w dokumentach odnaleźć można informacje o tym, kto i ile alkoholu kupił lub po prostu przechowuje w swoim domu. Wynikało to jednak nie ze słabości kaliszan do trunków, lecz z całkowicie odmiennej koncepcji handlu i sposobu wynagradzania. Po pierwsze w dawnych czasach miasta starały się być samowystarczalne. Z innych miejscowości bądź z zagranicy sprowadzano jedynie towary luksusowe – takie, których nie można było wytworzyć w tej szerokości geograficznej. Po drugie alkohol był na tyle cenny, że bywał środkiem płatniczym. Nawet władca czy urzędnik mógł otrzymać część wypłaty w postaci beczek wina.

„We wczesnym średniowieczu w naszym książęcym grodzie – oprócz piwa i miodu – smakowano już lokalnego wina. Wytwarzano je z winogron z pobliskich Winiar. Już po lokacji miasta Kalisz otrzymał także przywilej warzenia piwa. Zarówno piwowarstwem, jak  i pędzeniem wódki zajmowali się nie tylko mieszczanie, ale także bogobojni mnisi z kaliskich klasztorów” – opowiadał Maciej Błachowicz. Co ciekawe, nalewki, którym przyporządkowywano właściwości lecznicze, można było kupić również w aptekach.

Były rzesze kaliszan, którzy posiadali sprzęt gorzelniany i sami produkowali alkohole, byli i pierwsi domorośli kiperzy czy sommelierzy, którzy szukali nowych smaków i sięgali na przykład  po węgierskie wina sprowadzane przez mieszkających w Kaliszu Greków. Fotoplastikonowej publiczności, która znów wypełniła Sale Studio po brzegi, do gustu przypadła historia z początku XIX wieku związana z pobytem króla Hieronima. Jeden z pięciu braci Napoleona Bonaparte słynął z niekonwencjonalnych zachowań i zwyczajów. W Kaliszu podobno kąpał się nie tylko w mleku, ale także w araku, czyli w dość mocnym alkoholu o smaku anyżowym. Dodajmy, że były to kąpiele w winie, za które nigdy nie zapłacono.

Z historycznych dokumentów wynika, że koneserem dobrych win był Ignacy Przybylski, proboszcz św. Mikołaja w latach 1819-1838, który – trzeba podkreślić – został księdzem tylko po to, by móc się kształcić. Chwalebne to oszustwo, bowiem rzeczywiście oddawał się nauce. Jego zainteresowania wykraczały poza humanistykę, bo był także świetny w matematyce i…  balistyce, czyli nauce o miotaniu i ruchu pocisków i rakiet. Z jego wiedzy korzystali m.in. kaliscy kadeci, czyli uczniowie szkoły wojskowej.

W drugiej połowie XIX wieku swoją renomę zdobyły wódki Tykocinera, piwa Weigtów i Trąbczyńskiego. Kto wie, czy do dziś nie rozwijałby się nad Prosną przemysł gorzelniany, gdyby alkohol nie został zmonopolizowany przez państwo. Z czasem przemysłowcy „zabili” produkcję wszystkich lokalnych wytwórców, a najbardziej znaną w Kaliszu pozostałością po okresie alkoholowego prosperity jest ulica Browarna. Dzięki badaniom i zgromadzonym przez Macieja Błachowicza zdjęciom w ramach niedzielnego Fotoplastikonu można było poznać wszystkie miejsca w naszym mieście, w których kiedyś warzono piwo, destylowano wódkę i przechowywano wino.