VII Ogólnopolski Festiwal Poetycki im. Wandy Karczewskiej – fotoreportaż

Wykłady, koncerty, spotkania, wystawy, spektakle i filmy – przez cały weekend w Centrum Kultury i Sztuki odbywał się Ogólnopolski Festiwal Poetycki. Jego patronką jest Wanda Karczewska – pisarka, która spędziła w Kaliszu dzieciństwo i wczesną młodość. Trwające trzy święto literackie już po raz siódmy zorganizowało Stowarzyszenie Promocji Sztuki „Łyżka mleka”.

Przez trzy dni w Centrum Kultury i Sztuki spotykali się wielbiciele literatury, zarówno twórcy, jak i czytelnicy. Zaplanowano spotkania z poetami i wspomnienia o tych, którzy odeszli, a także koncerty, wystawy, prelekcje i spektakl. Prezentowali się debiutanci i twórcy dojrzali, a czytanie poezji przeplatało się z jej śpiewaniem oraz filmowymi interpretacjami poetyckich strof przygotowanymi przez kaliską młodzież.

Rozmowa z Izabelą Fietkiewicz-Paszek ze Stowarzyszenia Promocji Sztuki „Łyżka Mleka”

Podejrzewam, że układając program festiwalu znasz nie tylko jego bohaterów, ale także teksty, które będą prezentować. Czy coś Cię jednak zaskoczyło w konfrontacji z festiwalową publicznością?

Wiem dużo, ale nie wszystko. Weźmy pod uwagę choćby tegoroczną klamrę imprezy, bo rozpoczęliśmy i zamknęliśmy ją pokazem filmów naszych uczniów zatytułowanym „Kręci nas literatura”. Jeden z filmów został oparty o teksty Elliota, co jest niezwykłym wyzwaniem dla młodych ludzi. To wspólne dzieło Konrada Maciaszka, Jakuba Wawrzyniaka i Wiktora Płuciennika z muzyką Janka Derbiszewskiego – to są uczniowie jednej klasy, której wychowawczynią jest Aneta Kolańczyk. Drugi film „Sansara” był z kolei autorską propozycją naszego maturzysty, Maksymiliana Kryszaka, i zaprzyjaźnionego z nim Bartosza Antoniaka. Obie produkcje były dopracowywane do ostatniej chwili i ich nie znałam. To była dla mnie niespodzianka. Zaskoczeniem była także wystawa Arka Łuszczyka, który właściwie od początku Festiwalu jest wiernym nam fotoreporterem. Realizuje przy pomocy aparatu kapitalne festiwalowe opowieści, a tym razem poznaliśmy go w innej odsłonie, bowiem pokazał nam swoje zdjęcia z podróży do Chin, takiej nieoczywistej, zderzającej świat chińskich metropolii i biedy.
To festiwal poetycki, więc oczywiście najwięcej działo się między wersami, ale już w tej chwili chciałabym powiedzieć o znakomicie przyjętym koncercie Jarosława Chojnackiego „Horyzont zdarzeń”. Tak naprawdę znałam go z YouTube’a, a recital był tak fenomenalny, że publiczność nie chciała go wypuścić. Muzycznie działo się podczas festiwalu więcej, bo 7 listopada przypada pierwsza rocznica śmierci Leonarda Cohena, dlatego zaprosiliśmy Włodzimierza Sypniewskiego i Michała Rybackiego, aby przypomnieli nam pieśni wielkiego barda w swoim autorskim opracowaniu.
Przede wszystkim jednak zaproponowaliśmy sporą dawkę poezji w bardzo różnych odcieniach – od klasyki po formy zdecydowanie nowoczesne. Nawet w Turnieju Jednego Wiersza z jednej strony mieliśmy kategorię rymowaną o nagrodę im. Michała Witolda Gajdy, zmarłego w tym roku członka naszego Stowarzyszenia, który właśnie świetnie rymował, z drugiej zaś – totalną awangardę Roberta Rybickiego, który był nie tylko jedną z gwiazd festiwalu, ale także przewodniczącym jury.

To chyba największa wartość festiwalu, że przez trzy dni można nie tylko radować się nowym dla siebie odkryciem literackim, ale także złapać za rękę jego autora albo autorkę.

Taka jest główna idea, przy czym pamiętamy, aby zapraszać pisarzy z całej Polski, z różnych środowisk, hołdujących różnym narracjom czy reprezentujących – tak to nazwijmy – odmienne dykcje. I tak jest faktycznie, spotykają się tu i ścierają różne języki poetyckie. Z jednej strony mieliśmy Stefana Jurkowskiego, który w tym roku obchodzi swoje 50-lecie debiutu i prezentował wydany z tej okazji tomik „Spacer do siebie”, a z drugiej – Bartosza Suwińskiego (rocznik 1985), w rozmowie z którym mówiliśmy o jego wierszach z tomu „Wyraj”.

Festiwal Karczewskiej ma specyficzną atmosferę, niemal rodzinną, a już na pewno daleką od jakiegokolwiek artystycznego zadęcia.

Owszem, ma też ważny wymiar towarzyski. Wiersze rodzą się w zaciszu gabinetów, a ich autorzy powinni od czasu do czasu się spotkać.

Trzeba tych introwertyków z domów powyciągać…

…żeby te introwersje trochę się pościerały, również przy stolikach w Art Cafe kaliskiego CKiS, u gościnnego pana Tadeusza. Czasami żałuję, że nie spisujemy niektórych dyskusji tutaj się rodzących.

Istotna i widoczna w waszych działaniach tendencja to promocja bardzo młodych ludzi, którzy właśnie dzięki festiwalowym prezentacjom zaczynają wierzyć w swoje możliwości.

„Łyżka Mleka” to ruch, który jednych ocala od niepamięci, zwłaszcza tych, którzy odeszli, a innych „wyciąga” na powierzchnię. Tu warto wspomnieć o pracy z naszymi uczniami z Zespołu Szkół Techniczno-Elektronicznych, którzy rzeczywiście czasami nie zdają sobie sprawy ze swych zdolności. Zaproszeni do współpracy odkrywają bądź rozwijają swoje pasje. Robią filmy, komponują muzykę, rysują, malują, wykonują zdjęcia, czytają poezję.

W rozmaitym wymiarze, ale zawsze pamiętacie też o swojej patronce – Wandzie Karczewskiej.

Pamiętamy zawsze, ale nie zawsze mamy pieniądze, aby wydać nową książkę. Mieliśmy w tym roku nową, czwartą już, odsłonę serii „Powrót do Karczewskiej” redagowanej przez Karola Samsela – to dwa niepublikowane za życia pisarki opowiadania: „Tragedia prowincjonalna” i „Rezerwat”.

Kaliski Festiwal najprawdopodobniej stał się ważnym miejscem spotkań na poetyckiej mapie Polski. Podsłuchałem rozmowę na korytarzu, w której jeden z bywalców powiedział do nowych gości z wyrzutem: „Jak to? Nie byliście jeszcze w Kaliszu?”.

Jestem szczęśliwa, że witam się na Festiwalu z osobami, które przyjeżdżają od samego początku, a zatem po raz siódmy. Wiem, że jest spora grupa, która nigdy tu nie była, nie wiedziała o tym mieście, o tym Festiwalu, a od pewnego czasu listopad jest dla nich świętem, że układają kalendarz tak, aby do nas przyjechać. Ba: potrafią czekać z premierą książki, aby właśnie tu po raz pierwszy wybrzmiały ich wiersze. To jest chyba największa dla organizatorów nagroda. I powiem – choć to nie brzmi skromnie, ale nie mogę udawać, że tego nie wiem – Festiwal im. Wandy Karczewskiej jest szerzej omawiany w Polsce niż w samym Kaliszu. Jeśli miałabym powiedzieć o jakimś niespełnieniu, to chciałabym, aby właśnie moje miasto w większej mierze żyło tym festiwalem.

Każda kolejna edycja imprezy to zamknięcie poprzedniego i otwarcie nowego sezonu w działalności stowarzyszenia „Łyżka Mleka”. Resume 2016/2017 brzmiało imponująco.

Zmieniamy się. Początkowo organizowaliśmy więcej drobnych spotkań, a teraz stawiamy na rozbudowane formy i znaczące nazwiska. Ostatnio gościliśmy Lidię Ostałowską, za moment przyjedzie do nas Anna Bikont. Bywali przecież Hanna Krall, Mikołaj Grynberg czy Wiesław Myśliwski. Miniony sezon przebiegał pod hasłem współpracy z młodzieżą. Zależało nam nie tylko na uczestnictwie młodych ludzi, nie tylko na odtwarzaniu przez nich treści innych artystów, ale na rzeczywistym tworzeniu lub współtworzeniu – na świadomym wejściu w świat sztuki i poruszaniu się po nim nie po omacku.

Rozmawiał: Robert Kuciński


Serdecznie gratulujemy naszemu koledze Andrzejowi Tylczyńskiemu wyróżnienia za najlepszy wiersz rymowany w VII Turnieju Jednego Wiersza im. Wandy Karczewskiej Kalisz 2017.